sobota, 29 marca 2014

Rozdział 2

*Paweł*
   Gdy tylko wróciliśmy do domu, Jorge przebrał się i poszedł na trening. Ja siedzie i oglądam jakiś nudny film z Werą. Jutro do mnie przychodzi Kuba. Kuba to mój przyjaciel z dzieciństwa. Prze prowadził się do Barcelony w wieku 15 lat.
- Paweł, a jutro ma przyjść ten twój przyjaciel? - spytała mnie w pewnym momencie moja siostra. Ją chyba też nie interesuje ten film.
- No, a co? - Kuba jest w jej wieku. Kiedyś jak pokazałem jej zdjęcie, to spytała się mnie co to za ciacho.
- Nic, tylko tak pytam.
- Chcesz, żebym Cię z nim poznał?
- A mógłbyś?
- Jeżeli chcesz.
- Pewnie.
- Przyjdziemy po meczu Jorga.
- Ok.- siedzieliśmy i oglądaliśmy jeszcze z dwie godziny, aż przyszedł Jorge i kazał nam iść do łóżek.

Następnego dnia
#Przed meczem#
*Jorge*
    Siedziałem z resztą drużyny i słuchałem trenera w szatni. Później mówił kapitan i weszliśmy na boisko. A tak w ogóle za nim wszedłem do szatni dostałem sms-a od Tini:

Powodzenia. Na pewno wygracie. Do boju Jorge!

A pod spodem było zdjęcie:
Byłem bardzo szczęśliwy, że mi kibicuje, a nie swoim przyjaciołom. Ale byłem też zazdrosny, że Messi jest na tym zdjęciu z nią, choć nie muszę być zazdrosny, bo on ma żonę i chyba dwóch synów. Dokładnie nie pamiętam.
     Weszliśmy na boisko i zaczął się mecz. Przed przerwą Milan strzelił nam gola. Zdenerwowani i smutni weszliśmy do szatni. Dostałem sms-a.

Nie smuć się. To nie koniec meczu. Jeszcze im pokarzesz kto tu rządzi. Głowa do góry. Wierzę w Ciebie. Tini :*

Wierzy we mnie! Muszę się postarać i strzelić im przy najmniej dwa gole! Z takim nastawieniem wyszedłem na boisko. Byłem bardzo zmęczony, ale strzeliłem dwa gole i miałem asystę. Trzeciego gola strzelił Messi. Dzięki temu wygraliśmy 3:1. Uradowany wyszedłem z szatni.
- To, co? Zapraszam do mnie na imprezę! Przyjdźcie ze swoimi dziewczynami, albo żonami. - zauważyłem Martinę, Pawła, Kubę i Weronikę. Kubę znałem zanim się prze prowadził. - Do 20:00! - odszedłem od chłopaków i podszedłem do Tini, Kuby i mojego rodzeństwa.
- Wygraliście! - krzyknęła Tini z Werą i rzuciły się na mnie.
- Wiem! Dzięki Tini, że przyszłaś. - powiedziałem kiedy się ode mnie oderwały.
- Zawsze dotrzymuję słowa. Powiedziałam, że przyjdę, więc przyszłam. - nie wiem jak, ale Wery, Kuby i Pawła już nie było.
- Martina, może dałabyś się zaprosić na małą imprezę?
- Z chęcią, ale gdzie mam przyjść.
- Przyjadę po Ciebie.
- Zgoda.
- Może przyjść z Darią, Paweł na pewno by się ucieszył.
- Zobaczę co da się zrobić. Ja będę się już zbierać.
- Może Cię podwieźć?
- Nie dzięki, jadę z przyjaciółmi. Muszę ich pocieszyć. Może następnym razem?
- Ok.
- No to pa. - pocałowała mnie w policzek i odeszła, a ja się za niego złapałem
- Pa. - powiedziałem cicho, a on się odwróciła w moją stronę i pięknie uśmiechnęła. Stałem tak jeszcze chyba 5 minut i poszedłem do samochodu. Pojechałem z dzieciakami do domu. Na szczęście wszystko na imprezę kupiłem już wczoraj. Weronika pomogła mi robić zakąski. Zbliżała się już 20:00, więc przebrałem się i pojechałem po Martinę. Jechała z nami jeszcze Daria.
- Wyglądacie pięknie. - powiedziałem, gdy tylko wsiadły do samochodu. Obie wyglądały super, ale Martina wyglądała tak pociągająco, że mój przyjaciel już nie wytrzymywał w spodniach. Miałem jeszcze koszulę i conversy.
- Dzięki, ty też niczego sobie. - od powiedziała mi Martina. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Goście zaczęli się schodzić. Po jakiejś godzinie prawie wszyscy byli pijani oprócz Wery i Kuby, bo oni nie mogą przecież. Najbardziej  pijany chyba był Messi. Wyjątkowo nie byłem pijany, Martina tak samo. W pewnym momencie usłyszałem krzyk dobiegający z dworu. Pobiegłem tam z resztą osób, którzy byli w środku i ujrzałem....


************
Jak myślicie, co zobaczył Jorge?
Dowiecie się w przyszłym rozdziale.
Kiedy on będzie?
Prawdopodobnie jutro rano.
To wszystko.
Do zobaczenia jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz